Kategoria:

Czy weganie uratują świat? Ekologiczne odżywianie

by

Kryzys klimatyczny nie omija naszych talerzy. Już na etapie zakupów boleśnie odczuwamy ślad węglowy każdego produktu poprzez coraz wyraźniejsze ubytki na koncie. Jeszcze do niedawna za 100 zł dało się wyżyć przez tydzień, dziś to dzienny koszt nakarmienia typowej rodziny. Świadomi konsumenci poszukują zatem sposobów na ulżenie tak planecie, jak i własnym portfelom. Czy właściwą drogą jest weganizm? A może dieta roślinna to tylko sprytny chwyt marketingowy dla nadwrażliwych? Sprawdźmy to!

Czy mięso jest złe?

Budowa naszego układu pokarmowego (od zębów po jelito grube) oraz charakter enzymów wydzielanych przez różne elementy tegoż układu jasno wskazują, że człowiek jest wszystkożercą. A to oznacza, że nasza dieta może składać się zarówno z roślin, jak i ze zwierząt.

Ale czy powinna?

Kluczowym aspektem jest zrozumienie różnych przyczyn, dla których ludzie przechodzą na wegetarianizm i weganizm. Dla wielu osób jest to wybór uzasadniony moralnie, wynikający z filozofii życiowej czy nawet z nakazów religii. Nie jemy mięsa (albo wręcz żadnych produktów odzwierzęcych), ponieważ nie chcemy przyczyniać się do cierpienia stworzeń hodowanych tylko po to, by ich ciała lub wytwory tychże ciał urozmaicały nasze stoły. Szkoda nam nie tylko świń zabijanych na schabowe, ale też krów oddzielanych od cieląt w celu intensyfikacji produkcji mleka czy kur zamkniętych przez całe smutne i straszne życie w ciasnych klatkach. Nie jestem bezstronna – sama z tych właśnie przyczyn zostałam weganką.

Ale to tylko jeden z powodów kierujących ludźmi wybierającymi dietę roślinną. Część z nas robi to dla zdrowia, zwłaszcza gdy lekarz postraszy kosmicznym poziomem złego cholesterolu i triglicerydów. Są i tacy, którzy mówią o oszczędności (aczkolwiek każdy weganin wie, ile roślinne produkty potrafią kosztować). Wreszcie jest rosnąca grupa osób świadomych ekologicznie i klimatycznie, które zmianę nawyków żywieniowych motywują chęcią ulżenia planecie.

Zwolennicy mięsa na ogół podnoszą w tym miejscu hałas: a cóż jest takiego strasznego w kotlecie?  Przecież przez całą historię ludzkości spożywaliśmy mięso, to dla nas naturalne! Z tym argumentem nie sposób dyskutować, bo jest jak najbardziej zasadny. Chodzi jednak o to, jak ewoluował na przestrzeni wieków sposób produkcji mięsa.

Kiedyś lądowało ono codziennie tylko na pańskich stołach. Zdecydowana większość społeczeństwa widywała mięso sporadycznie – przecież jeszcze Millenialsi pamiętają dni z obiadami mięsnymi i bezmięsnymi. Dziś wiele się w tej materii zmieniło. Odkąd mięso zaczęliśmy traktować jako podstawę jadłospisu, jego produkcja gwałtownie wzrosła. Pomijając już kwestie moralne, warto zwrócić uwagę na niepowetowane szkody dla środowiska, jakie niesie hodowla zwierząt. Krowy uwalniają niewyobrażalne ilości metanu (tak tak, nie ma się co śmiać!). Konieczność wytworzenia dla nich pastwisk oznacza natomiast gwałtowne wylesianie ogromnych terenów, wcześniej zajmowanych np. przez lasy. Warto też mieć na uwadze, że do wyprodukowania kilograma wołowiny potrzeba kilkunastu tysięcy litrów wody. Planeta płacze nad każdym Twoim stekiem.

A co z innymi zwierzętami? Gnojowica – nieprzyjemny produkt uboczny hodowli świń – wprowadza do środowiska nadmiar azotanów i fosforanów. Te, gdy spłyną do wód, powodują w akwenach powstawanie „stref śmierci”, gdzie całe życie zamarło pod kożuchem glonów. Amoniak przyczynia się do powstawania kwaśnych deszczy i zakwaszenia gleb. Problem z fosforem i amoniakiem dotyczy także ferm drobiu. Nawet hodowla ryb i owoców morza nie jest obojętna środowiskowo: przemysłowe rybołówstwo niszczy całe ekosystemy a trzymanie zwierząt morskich w akwariach wymaga podawania im antybiotyków.

To tylko skrót – na każdy z poruszonych powyżej tematów powstały dziesiątki tysięcy publikacji.

Czy weganizm jest dobry?

Czyli postanowione: aby uratować świat, wszyscy przechodzimy na weganizm! Gdyby to było takie proste… Jako weganka mówię to z przykrością, ale i z pełną świadomością: dieta roślinna wcale nie jest najlepsza z punktu widzenia ekosystemu.

Jak to możliwe?

Ano przyjrzyjmy się temu, co kładziemy na talerze. Większość z nas bazuje na tofu, okazjonalnie dorzucając tempeh. Do tego kawa na mleku sojowym, sojowy jogurt. W wegańskiej azjatyckiej restauracji możemy zamówić zupę miso i edamame, a jak ktoś lubi, to zalać wszystko sosem sojowym. Ci weganie, którzy mają mało czasu (a kto dziś ma czas?) często ratują się gotowcami: kotletami, falafelami, pasztetami, pastami. A w nich? Soja, soja, soja… Cud że nam jeszcze strączki nie rosną.

A soja nie rośnie na drzewach. Tak samo nasze ukochane awokado, źródło jakże cennego tłuszczu i witamin. Uprawy tych roślin również przyczyniają się do deforestacji, wymagają ogromnych ilości wody do podlewania, a niejednokrotnie łączą się z nieuczciwym traktowaniem pracowników plantacji, w tym z pracą przymusową i pracą dzieci. Nie chcemy o tym wszystkim myśleć, popijając naszą matchę.

Co do wegańskich gotowców to jest z nimi jeszcze jeden problem: niekoniecznie są zdrowsze od dań niewegańskich. Często dokładnie odwrotnie: stanowią produkty wysokoprzetworzone, bogate w tłuszcze trans, z dosypanym cukrem lub substancjami słodzącymi, które rozregulowują metabolizm.

Nie wystarczy być weganinem, aby być eko.

Dieta przyjazna środowisku – czyli jaka?

Co więc ma robić ktoś, kto chce swoją dietą wspierać planetę? Czy trzeba się przerzucić na fotosyntezę i energię kosmosu? Na szczęście są inne sposoby, choć lojalnie ostrzegam – wymagają one nieco zachodu i – co najgorsze – przeważnie większych nakładów finansowych, niż wegańskie lub mięsne produkty z dyskontu.

Najprostszą metodą jest fleksitarianizm. Zamiast całkowicie rezygnować z mięsa, spożywamy go po prostu mniej, rzadziej. Zamiast codziennej paróweczki z psa pomielonego razem z budą, wolimy raz na tydzień uraczyć się schabowym od lokalnego rolnika.

Najkorzystniejsza z puntu widzenia ekologii jest jednak dieta planetarna, nazywana także klimatariańską (climatarian) albo lokalną (czy może lokańską, skoro oryginał brzmi locavore). Choć mówimy o niej jak o nowości, to właśnie ona jest najbardziej naturalna również dla nas. Polega na spożywaniu tego, co jest dostępne o danej porze roku pod daną szerokością geograficzną – ale nie w markecie, sprowadzone z ciepłych krajów, tylko u rolnika. W pełni planetarna dieta wymaga dyscypliny i poświęcenia – nie ma mowy o truskawkach w grudniu. Produkty ekologiczne mają też przeważnie wyższe ceny – ale nie ulega wątpliwości, że jest to jeden z tych wydatków, który na pewno się zwróci – w postaci korzyści zdrowotnych dla siebie oraz potencjalnego ocalenia Ziemi dla przyszłych pokoleń (jak wzniośle by to nie brzmiało). Więcej o śladzie środowiskowym produktów (i tym, dlaczego powinniśmy go skracać) przeczytasz tutaj.

Dodajmy do tego jeszcze kilka prostych zasad:

  • Zero waste (lub przynajmniej less waste) – nie marnujmy jedzenia. Kupujmy tyle, ile faktycznie jesteśmy w stanie skonsumować, nie na zapas, bo promocja. Zanim potraktujemy coś jako odpadek, zastanówmy się, czy nie da się z niego jeszcze czegoś przyrządzić (np. ocet jabłkowy wyjdzie równie dobry z samych obierek i gniazd nasiennych).
  • Własny ogródek – wcale nie potrzebujesz do tego działki czy szklarni. Cokolwiek wyhodujesz sam, będzie zdrowsze (i tańsze) niż warzywa, owoce czy zioła z marketu.
  • Lokalne produkty – najlepiej sprawdza się zasada „z pola na stół”. Na szczęście istnieje coraz więcej takich inicjatyw, dzięki którym możesz umówić się na regularne dostawy, np. Lokalny Rolnik czy Rolnik Handluje. Bazy są jeszcze skromne ale z miesiąca na miesiąc rosną. Warto też odwiedzać bazary i zielone targi w pobliżu Twojego miejsca zamieszkania (np. BioBazar w Katowicach czy Targ Pietruszkowy w Krakowie.

Ekologiczne odżywianie – najczęściej zadawane pytania

Czy weganizm zawsze jest ekologiczny?

Nie. Weganizm oparty na importowanych produktach (np. awokado, soja z Ameryki Południowej) oraz żywności wysokoprzetworzonej, ma wysoki ślad węglowy i wodny. Dieta roślinna staje się naprawdę ekologiczna dopiero wtedy, gdy bazuje na produktach lokalnych i sezonowych.

Co jest bardziej ekologiczne: weganizm czy dieta lokalna?

Najbardziej ekologiczna jest dieta łącząca przewagę roślin z lokalnością i sezonowością (tzw. dieta klimatariańska/planetarna). Lokalne, sezonowe warzywa z upraw ekologicznych mają mniejszy negatywny wpływ na środowisko niż roślinne towary sprowadzane z drugiego końca świata.

Dlaczego produkcja mięsa szkodliwie wpływa na środowisko?

Masowa hodowla zwierząt odpowiada za ogromne emisje metanu, wycinanie lasów pod pastwiska i uprawy paszy oraz zużycie tysięcy litrów wody na kilogram mięsa. Odpady z hodowli zakwaszają glebę i powodują powstawanie „stref śmierci” w wodach.

Czym jest dieta klimatariańska (planetarna)?

To sposób odżywiania polegający na wyborze produktów o jak najniższym śladzie węglowym. Opiera się na jedzeniu żywności lokalnej, niskoprzetworzonej i sezonowej oraz na ograniczeniu spożycia mięsa.

Na czym polega fleksitarianizm?

Fleksitarianizm to styl żywienia polegający na świadomym ograniczeniu spożycia mięsa na co dzień, bez całkowitej rezygnacji z niego. Mięso wybiera się rzadziej, stawiając na produkty lepszej jakości, od lokalnych i sprawdzonych dostawców.

Jak kupować jedzenie bardziej ekologicznie na co dzień?

Należy stosować zasadę zero waste (kupować tylko tyle, ile się zje), wybierać lokalnych dostawców (targi, kooperatywy spożywcze), kupować warzywa i owoce sezonowe oraz unikać gotowych dań wysokoprzetworzonych w plastikowych opakowaniach.