Zamieszczone na blogu recenzje książek i filmów zawierają moje osobiste interpretacje i przemyślenia. Nie stanowią one efektu współpracy komercyjnej.
*RECENZJA NIE ZAWIERA SPOJLERÓW*

Kultura supermarketu, w której się wychowujemy, nauczyła nas, że możemy mieć wszystko i posiadanie X nie wymaga zrezygnowania z Y. Jesteś niewierzącx ale lubisz klimat Bożego Narodzenia? Postaw w salonie choinkę, udekoruj dom lampkami i kup drogie prezenty – nikt nie wymaga od Ciebie metafizycznego zaangażowania. Chcesz być zdrowx ale nie wyobrażasz sobie regularnej aktywności fizycznej albo rezygnacji z fast-foodów? Łykaj suple i z czystym sumieniem otwieraj colę zero do wafelków light przed kolejnym maratonem Netflixa. Pragniesz życia w naturze ale z wszystkimi udogodnieniami cywilizacji? Co jakiś czas wybierz się na ekskluzywny glamping, który symuluje weekend pod namiotem równie realistycznie, co CS prawdziwą scenerię walk.
Tak przynajmniej myślą pracownicy firmy Playmode – główni antagoniści w filmie „Zła nie ma”. Przedsiębiorstwo planuje nową inwestycję, z gatunku tych, które nie mogą się nie udać: ekskluzywny glamping w optymalnej odległości od Tokio: na tyle blisko, żeby można tu było wpadać na weekend i na tyle daleko, żeby do zmęczonych miastem klientów nie docierały już światła i dźwięki wielkiego miasta.
Jest tylko jeden problem: inwestycja stanowi poważne zagrożenie dla lokalnej społeczności, ponieważ z dużym prawdopodobieństwem zatruje system wodny okolicy. To znaczy jest to problem mieszkańców wioski, na terenie której glamping ma powstać. CEO Playmode nie przejmują się takimi drobiazgami i wysyłają swoich przedstawicieli, aby przekonali lokalsów wizją nowych miejsc pracy i bajecznych zarobków. Zacząć trzeba od liderów opinii, z resztą pójdzie już łatwo.
A liderem opinii jest Takumi. Ten poważny mężczyzna w średnim wieku wiedzie poukładane, spokojne, przewidywalne życie. To ciekawe, bo nie jest żadnym oficjelem czy bogaczem. Utrzymuje się z prac leśnych i porządkowych: dowozi wodę, rąbie drewno, zbiera dzikie wasabi. Ale być może właśnie dlatego jest wszystkim znany i cieszy się szczególnym szacunkiem. Takumi samodzielnie wychowuje Hanę, dziewczynkę w wieku wczesnoszkolnym. Takahashi z Playmode dostaje jedno zadanie: przekonać Takumiego, że glamping to dobry pomysł.
Można powiedzieć, że przez większość czasu w filmie nic się nie dziej – przynajmniej nic spektakularnego. Widzimy Takumiego przy jego codziennych zajęciach, w których z czasem zaczyna mu towarzyszyć Takahashi. Długie ujęcia pokazują proste, powtarzalne czynności. Dialogów jest niewiele, ale wśród nich ten jeden, najważniejszy – o jeleniach.
Takumi przejmuje się losem jeleni, które na skutek budowy glampingu mogą być zmuszone do opuszczenia swoich siedlisk. Tłumaczy Takahashiemu, że te imponujące i silne zwierzęta nie stanowią żadnego zagrożenia dla człowieka, poza jedną sytuacją: ranny jeleń może zaatakować bez wyraźnego powodu, zwłaszcza jeśli w pobliżu znajdują się jego młode.
Ta rozmowa jest kluczem do interpretacji wstrząsającego zakończenia, które rozładowuje gromadzące się w czasie oglądania napięcie. W stanie zagrożenia moralność, kultura, wychowanie – schodzą na dalszy plan. Pozostają tylko pierwotne instynkty, protokół walki i ucieczki wgrany w nasz gadzi mózg. Zła nie ma – jest tylko biologia, chęć przetrwania i ochrony potomstwa, neutralne aksjologicznie prawa Natury.
To nie jest lekki film na seans z popcornem, więc raczej nie oglądaj go w taki wieczór, gdy czujesz się zmęczonx i słabx. Ale zdecydowanie obejrzyj go, zanim znów skusi Cię marketing firmy proponującej naturę-instant: namiot z wifi, wyjazd bryczką na Morskie Oko, pływanie z delfinami w egzotycznym kurorcie.
***
Na tym blogu nie znajdziesz recenzji dzieł, które mi się nie podobały. Są tu tylko polecajki książek i filmów, które w mojej subiektywnej opinii są naprawdę warte przeczytania i obejrzenia. Jeśli trafiam w Twój gust, tutaj publikuję recenzje wszystkich książek, jakie czytam.
