Kategoria:

Recenzja: „Strzępki życia”, M. Sheldrake, 2023

by

Zamieszczone na blogu recenzje książek i filmów zawierają moje osobiste interpretacje i przemyślenia. Nie stanowią one efektu współpracy komercyjnej.

*RECENZJA NIE ZAWIERA SPOJLERÓW*

Gdyby Merlin Sheldrake chodził ze mną do szkoły, to prawdopodobnie byłby jednym z tych dzieciaków, od których mama kazałaby mi się na wszelki wypadek trzymać z daleka. Jakiś dziwny, z ekscentrycznej rodziny: ojciec romansuje z parapsychologią, matka śpiewa i uczy emisji głosu (a przecież wszyscy wiedzą, że to nie jest prawdziwa praca). Na dodatek brat tworzy jakąś dziwną muzykę. A sam Merlin zamiast grać na komputerze, hoduje grzyby. Niby mili, że „dzień dobry”, „do widzenia”, ale kto ich tam wie? A gdyby na jaw wyszło, że Shaldrake’owie przyjaźnią się z braćmi McKenna (otwartymi sympatykami i użytkownikami psychodelików), no to raczej Merlin nie byłby mile widziany na herbatce w moim rodzinnym domu. A szkoda – bo co jak co, ale opowiadać to on potrafi!

Książka „Strzępki życia. O tym, jak grzyby tworzą nasz świat, zmieniają nasz umysł i kształtują naszą przyszłość”, podzielona jest na 8 części (właściwie to 10, jeśli liczyć wstęp oraz epilog). Z każdej z nich dowiadujemy się o kolejnej supermocy grzybów aby ostatecznie dojść do tyle spektakularnych, co wywrotowych wniosków: grzyby stworzyły świat, jaki znamy, a na dodatek nim rządzą. Mogą nas karmić i nami sterować, zabijać nas albo dostarczać nam ekologicznych, biodegradowalnych materiałów. I robią to wszystko pozbawione centralnego układu nerwowego.

Opowieść Sheldrake’a wciąga niepostrzeżenie. Najbardziej ujmujące w książce jest jednak podejście autora do życia jako takiego (albo może to ja uznaję je za ujmujące, bo jest tak zbieżne z moim, więc moje ego lubi to). Merlin szanuje wszelkie istoty – nie tylko ludzi. Rozumie ich rolę w złożonym ekosystemie. Ma w sobie cechy dziecka: fantazję, ciekawość świata, przebojowość, nieustępliwość i dociekliwość. Dysponuje rozległą wiedzę, ale stawia na eksperymenty – i to nie te spektakularne, w białym kitlu i sterylnych rękawiczkach. Sheldrake’a spotkamy w kupie butwiejących liści oraz w trakcie psylocybinowego tripa. Każde jego działanie poszerza jego horyzonty, ale równocześnie budzi jeszcze więcej pytań.

Niech zresztą przemówi sam Sheldrake:

Sieć grzybni także jest mapą historii życia grzyba, a przy tym pomocnym przypomnieniem, że wszystkie formy życia to tak naprawdę procesy, nie rzeczy. „Ja” sprzed pięciu lat byłem zbudowany z czegoś innego niż „ja” dzisiejszy. Natura to wydarzenie, które nie ma końca.

Interesujesz się mykologią? Zdecydowanie MUSISZ przeczytać tę książkę! Nie interesujesz się? To się zainteresujesz! Sheldrake wciąga a jego narracja zagnieżdża się w mózgu jak Ophiocordyceps w głowie mrówki-zombie.

A nieco więcej o fantastycznych możliwościach grzybów przeczytasz tutaj.

***

Na tym blogu nie znajdziesz recenzji dzieł, które mi się nie podobały. Są tu tylko polecajki książek i filmów, które w mojej subiektywnej opinii są naprawdę warte przeczytania i obejrzenia. Jeśli trafiam w Twój gust, tutaj publikuję recenzje wszystkich książek, jakie czytam.