Kategoria:

6 owadów i pajęczaków, które chcesz zmieść z powierzchni Ziemi (i dlaczego to zły pomysł)

by

Nasze smartfonowe społeczeństwo przywykło do łatwych, szybkich i dostępnych rozwiązań. Gdy potrzebujemy wskazówek dojazdu, nie sięgamy po mapę papierową, ale wklepujemy adres w Google Maps. Podczas awarii internetu natychmiast dzwonimy z pretensjami do dostawcy i żądamy potraktowania naszego zgłoszenia priorytetowo. Mało kto zawraca sobie głowę naprawą zepsutych rzeczy – o wiele łatwiej jest kupić nowe. Tak też postrzegamy otaczającą nas przyrodę: jeśli coś mnie denerwuje lub powoduje dyskomfort, ma zniknąć: komary z lasu, gołębie z balkonu, trawa ze szpar w kostce brukowej. W ten sposób, nawet tego nie czując, krok po kroku unicestwiamy sami siebie – degradujemy zarówno środowisko naturalne, jak i nasze zdolności poznawcze. Dziś zróbmy krok w tył i przyjrzyjmy się bliżej kilku gatunkom, które najchętniej widzielibyśmy w Wikipedii pod hasłem „wymarłe” – i sprawdźmy, czy ich eksterminacja faktycznie byłaby dla nas korzystna.

Wymieranie naturalne a antropogeniczne gatunków

Pierwszy argument w tej dyskusji jest zawsze ten sam: przecież odkąd istnieje życie na Ziemi, gatunki pojawiały się, ewoluowały i wymierały. Popatrz na dinozaury! Skoro ich zniknięcie nie odcisnęło piętna na planecie, to jaki jest sens bronić kilku dokuczliwych owadów? Jak zwykle wszystko zależy od kontekstu, a w tym przypadku – od tempa.

Naturalne wymieranie jest długotrwałym procesem wpisanym w mechanizm ewolucji. Wspomniane dinozaury faktycznie wyginęły, ale jednak były obecne na Ziemi przez jakieś 170 milionów lat. Wiesz ile to jest 170 milionów? Tyle litrów krwi przepompowuje Twoje serce w ciągu całego Twojego życia. Po przeliczeniu na kilometry to dalej niż z Ziemi na Słońce, a po przeliczeniu na złotówki to kwota wystarczająca na godne życie kilkuosobowej rodziny przez 50 pokoleń. Nie sposób porównać tak powolnych zmian z ekspresową, niszczycielską działalnością człowieka. Nawet najsprytniejsze modele oparte na AI nie są w stanie przewidzieć konsekwencji, jakie dla ekosystemu lokalnego i globalnego będzie miało zniknięcie tego czy innego gatunku. Naprawdę chcemy grać w tę ruletkę?

Misterne sieci ekosystemów

Nasze umysły upraszczają sobie pewne zagadnienia i zadania. To całkowicie normalne a wręcz pożądane – inaczej nie bylibyśmy w stanie przetwarzać ogromu bodźców, które do nas docierają. Dlatego gdy przychodzi do analizy złożonych procesów, możemy mierzyć się z pewną blokadą poznawczą: mózg stara się użyć sprawdzonego schematu i rozwiązać problem najprościej, najszybciej i najniższym kosztem energetycznym. Przeszkadzają nam komary? Zróbmy opryski i po problemie! Takie podejście przypomina postępowanie człowieka, który leczenie próchnicy ogranicza do przyjmowania środków przeciwbólowych. Prędzej czy później przyjdzie mu się zmierzyć z konsekwencjami swoich zaniedbań.

Straszliwe skutki podchodzenia do ekosystemów z poziomu pana i władcy są dość łatwe do prześledzenia w nowożytnej historii ludzkości. Za przykład niech posłuży walka Chin pod kierownictwem Mao Zedonga z wróblami, przeprowadzona końcem lat 50-tych ubiegłego wieku. Wróble zidentyfikowano jako „plagę”, gdyż były utrapieniem dla rolników: wyjadały ziarna zbóż z pól. Władze przeprowadziły ogólnokrajową kampanię, w ramach której obywatele przez 2 lata zabijali i dręczyli ptaki, aż te niemal całkowicie zniknęły z kraju. Efektem nie był jednak rozkwit rolnictwa: wróble żywiły się nie tylko ziarnem, ale też owadami. Po eksterminacji ptaków kraj dotknęły plagi szarańczy, które w kilka chwil zmiatały pola uprawne z powierzchni ziemi. Konsekwencją była klęska głodu, podczas której życie straciło nawet 45 milionów obywateli.

Nie jesteśmy samotnymi wyspami, ale fragmentami wielkiej sieci Natury.

Kłopotliwe gatunki – po co to żyje?

No dobrze, ale z tymi Chinami to było dawno, ludzie nie mieli jeszcze takiej wiedzy, no i zamierzyli się na urocze ptaszki. Serio podobne konsekwencje mogłoby mieć pozbycie się uciążliwych i przenoszących choroby owadów lub pajęczaków? Ano sprawdźmy, co takiego strasznego robią nam te najbardziej znienawidzone gatunki.

Komar brzęczący (Culex pipiens)

Komar jaki jest, każdy widzi. Ten brzęczący jest u nas najbardziej pospolity. Nas najbardziej drażni jego forma środowiskowa molestus, która żywi się krwią ssaków. To znaczy samice, bo samce grzecznie chlipią nektar i soki roślinne. Poza przyprawiającym o dreszcze brzęczeniem, komar irytuje nas oczywiście ugryzieniami, po których zostają swędzące, nieestetyczne ślady. Te jednak znikają po maksymalnie kilku dniach. Rodzime komary nie przenoszą żadnych groźnych chorób.

Dlaczego komary są potrzebne w ekosystemie?

  • Są kluczowymi czyścicielami wód stojących — larwy filtrują wodę z glonów, bakterii i cząstek organicznych.
  • Larwy stanowią pokarm dla ryb i płazów, a dorosłe osobniki dla ptaków (głownie dla jerzyków) oraz dla nietoperzy.
  • Dorosłe komary mają też pewien udział w zapylaniu, choć nie są w tym tak dobre, jak pszczoły czy muchy (bo tak, muchy są fenomenalnymi zapylaczami).

Kleszcz pospolity (Ixodes ricinus)

Te małe pajęczaki o długich ryjkach i brzuchach mających niezwykłą zdolność rozciągania się podczas pobierania pokarmu, żyją głównie w lasach, ale coraz częściej także w parkach czy w ogrodach. One również żywią się krwią ssaków – i niestety nie są już przy tym tak bezproblemowe jak komary. Każde żerowanie niesie ryzyko zapadnięcia na choroby odkleszczowe – każdego roku w Polsce diagnozuje się ok. 50 tys. nowych przypadków boreliozy a ogólna liczba chorych nie jest znana, gdyż nie prowadzi się tego typu rejestrów. A jednak również w przypadku kleszczy warto się zastanowić przed podjęciem decyzji o całkowitej eksterminacji.

Dlaczego kleszcze są potrzebne w ekosystemie?

  • Są naturalnymi regulatorami populacji dzikich zwierząt (gryzoni, ssaków).
  • Stanowią źródło pożywienia dla ptaków, jaszczurek i drobnych drapieżników.
  • Badania polskich naukowców z tego roku ujawniły, że kleszcze są świetnymi bioindykatorami: w ich pancerzach gromadzą się precyzyjne dane o zanieczyszczeniu środowiska metalami ciężkimi.

Meszka (Simulium posticatum)

Na pierwszy rzut oka drobniutka meszka nie może robić dużego wrażenia. Gorzej, kiedy są ich miliony (dosłownie) i chmarami obsiadają nasze włosy czy ubrania. Mało kto jest w stanie pozostać obojętnym na takie naruszenie przestrzeni osobistej. Na dodatek gryzą, pozostawiając malutkie, krwawiące i siwiejące ranki, szczególnie dokuczliwe dla alergików.

Dlaczego meszki są potrzebne w ekosystemie?

  • Larwy meszek żyjące w wodzie są istotnymi biofiltratorami materii organicznej.
  • Stanowią kluczowy element bazy pokarmowej dla ryb oraz drapieżnych owadów wodnych.

„Mucha końska” – jusznica deszczowa (Haematopota pluvialis)

W różnych rejonach Polski jusznica deszczowa występuje pod pseudonimem artystycznym muchy końskiej lub bąka. Jej znakiem rozpoznawczym są bolesne ugryzienia – jusznica nie bawi się w maskowanie swoich zamiarów i nie wstrzykuje żadnego znieczulenia przez przystąpieniem do konsumpcji. Mogą wystąpić reakcje alergiczne a w nieodkażonych rankach istnieje ryzyko rozwoju patogenów – ale umówmy się, nie takie jak po ugryzieniu tygrysa.

Dlaczego jusznice są potrzebne w ekosystemie?

  • Larwy uczestniczą w rozkładzie materii organicznej.
  • Są pokarmem dla ptaków i płazów.
  • Wspomagają zapylanie roślin.

Szerszeń europejski (Vespa crabro)

Przechodzimy do gatunków budzących prawdziwy postrach. Szerszeń jest największą z polskich os. Zarówno jego słuszny rozmiar, jak i głębokie buczenie, mogą (i powinny) budzić respekt. Ale czy strach? To może być cios dla narcyzów i atencjuszy, ale szerszenie NAPRAWDĘ się nami nie interesują. Bardzo ciężko je sprowokować, gdy są zajęte swoimi sprawami. No chyba że grzebiesz im w gnieździe albo panicznie machasz rękami – w takiej sytuacji każdy poczułby się zagrożony. Użądlenie jest bolesne ale wbrew internetowym fake newsom, wcale nie bardziej zabójcze niż użądlenie pszczoły czy „standardowej” osy – realne niebezpieczeństwo grozi zatem tylko osobom uczulonym.

Dlaczego szerszenie są potrzebne w ekosystemie?

  • Polują na inne owady, regulując ich populację.
  • Konsumują padlinę (choć nie jest to ich ulubiony pokarm), przyczyniając się do zachowania porządku w ekosystemie.
  • Odwiedza kwiaty w poszukiwaniu nektaru, wspierając proces zapylania.

Kątnik domowy (Tegenaria domestica)

Uwaga redpillowcy! Chcecie, aby ludzie na Wasz widok piszczeli, mdleli, dostawali gęsiej skórki i odczuwali paraliżujący strach? To natychmiast poszukajcie szalonego naukowca, który pozamienia Was w kątniki! A tak na serio – duży (jak na polskie standardy) rozmiar oraz – cóż, sam fakt bycia pająkiem – to jedyne przewiny poczciwego kątnika. Woli on pozostawać na uboczu a jego jad jest niegroźny dla człowieka. A żeby zmusić go do ugryzienia, trzeba naprawdę wykazać się determinacją i pomysłowością, bo sam nie jest to tego skłonny.

Dlaczego kątniki są potrzebne w ekosystemie?

  • Jeden osobnik eliminuje w domu od 1500 do 2000 uciążliwych owadów rocznie, a do jego menu należą muchy, komary, mole, mrówki czy nawet karaluchy.

Co zamiast eksterminacji?

Zanim podpiszesz się pod projektem do budżetu obywatelskiego zakładającym opryski na komary w ulubionym parku albo czyszczenie chodnika silnym herbicydem, przypomnij sobie, że chemia nie działa selektywnie. To jak z Tobą i antybiotykiem: penicylina rozprawi się z anginą, ale też zdziesiątkuje pożyteczną florę bakteryjną w Twoich jelitach (to dlatego musimy przyjmować coś osłonowego w trakcie terapii). Po oprysku z parku znikną komary, ale też pszczoły i motyle.

Co zatem możemy zrobić, aby chronić się przed potencjalnie szkodliwymi gatunkami (jak kleszcze) lub tymi stworzeniami, które po prostu wywołują dyskomfort (jak pająki)? Oto kilka sprawdzonych, oldschoolowych, przyjaznych środowisku i skutecznych sposobów:

  • Odpowiednia odzież. Wchodząc na teren bytowania owadów czy pajęczaków, ubieraj się tak, by je zniechęcić lub utrudnić im dostęp do Twojej skóry (np. wyższe skarpetki).
  • Zabezpieczenie mieszkania. Przed zabłąkanymi owadami wpadającymi przez okno uchroni moskitiera. A z litości dla tych gatunków, które żerują w nocy i którym sztuczne oświetlenie miesza w głowach, stosuj rolety lub zasłony – niech Twoje światło pozostanie w Twoim domu!
  • Repelenty. Raczej nie polecam toksycznego DEET, przynajmniej dopóki nie wybierasz się do tropikalnej dżungli. Wypróbuj raczej naturalne (NIE syntetyczne!) olejki eteryczne: z lawendy, tymianku czy trawy cytrynowej.
  • Świadomość społeczna. Nie pozostawaj biernx na kwestie środowiskowe w Twoim mieście czy dzielnicy. Popieraj naturalne sposoby kontrolowania populacji tzw. szkodników – np. montaż budek dla jeży i domków dla jerzyków czy zarybianie oczek wodnych.

Nielubiane owady i pajęczaki – najczęściej zadawane pytania

Jak bez chemii ograniczyć ilość owadów w domu i w ogrodzie?

Najskuteczniejsze metody to stosowanie naturalnych repelentów (np. olejki eteryczne z lawendy, tymianku czy trawy cytrynowej), montaż moskitier w okiennicach oraz wspieranie naturalnych drapieżników (budki dla jerzyków, zostawianie stert liści dla jeży).

Czy kleszcze są do czegoś potrzebne w przyrodzie?

Tak. Regulują populacje dzikich zwierząt, stanowią pokarm dla ptaków i jaszczurek, a według najnowszych badań polskich naukowców ich pancerze służą jako doskonałe bioindykatory zanieczyszczenia środowiska metalami ciężkimi.

Jakie konsekwencje ma masowe opryskiwanie komarów?

Opryski chemiczne działają nieselektywnie. Niszcząc komary, uśmiercają też inne owady (np. pszczoły i motyle) oraz pozbawiają pokarmu ptaki, nietoperze, ryby i płazy.

Czy szerszeń europejski jest niebezpieczny dla człowieka?

Nie. Szerszenie nie atakują bez sprowokowania (np. niszczenia gniazda), a ich użądlenie nie jest bardziej toksyczne niż użądlenie pszczoły czy osy. Realne zagrożenie występuje wyłącznie u osób silnie uczulonych.

Dlaczego nie powinno się zabijać kątnika domowego?

Kątnik domowy jest pożytecznym, niegroźnym dla człowieka pająkiem. Jeden osobnik zjada rocznie od 1500 do 2000 domowych szkodników, takich jak muchy, komary, mole czy karaluchy.

Czym różni się wymieranie naturalne od antropogenicznego?

Wymieranie naturalne to długotrwały proces ewolucyjny, do którego ekosystem zdąży się zaadaptować. Wymieranie antropogeniczne (wywołane przez człowieka) zachodzi zbyt szybko, wywołując nieprzewidywalne kaskady ekologiczne.